Z wizytą u Drakuli i w zatoce przemytników
10 I 2015



Styczniowe zimne wiatry dmuchają w Yorkshire ostro. Przekonujemy się o tym, gdy w drodze do nadmorskich miejscowości na wschodzie kraju wysiadamy z samochodu przy Hole of Horcum. To głęboka dolina, wyrwa w krajobrazie North York Moors.




Nie ponure wrzosowiska są jednak naszym dzisiejszym celem. North York Moors ma jeszcze drugie oblicze – nadmorskie. A pierwsze miasteczko, które mamy zamiar tam odwiedzić, czyli Whitby, pojawia się niedługo później na horyzoncie. Nawet z tej odległości widać na wzgórzu po prawej ruiny opactwa, bardziej znane pod popularną nazwą „zamek Drakuli”.




Zanim ruszymy na spotkanie ze słynnym wampirem, zatrzymuje nas zieloność. Bardzo mile widziana w styczniu.




Samo Whitby podoba nam się od samego początku. To niewielka, ale malownicza miejscowość z portem rybackim i brukowanymi uliczkami.







Nad miasteczkiem góruje kościół i ruiny wspomnianego już opactwa. Zanim tam dojdziemy, musimy przejść przez most i starą część miasta z małymi sklepikami.










Do otoczonego cmentarzem kościoła prowadzą schody liczące 199 stopni. Im wyżej, tym szersze otwierają się widoki na Whitby, port i morze.










Ponad czerwonymi dachami domów snuje się nieuchwytny duch Drakuli.




W 1890 roku w Whitby spędzał wakacje Bram Stoker i właśnie to miasteczko uczynił scenerią dla swej powieści „Dracula”. W jednej ze scen uciekająca przed wampirem Mina wspina się niemającymi końca schodami do kościoła. Nie zdoła jednak ujść przed krwiożerczym potworem.




Stoker umieścił część akcji książki na tutejszym cmentarzu. Miejsce rzeczywiście emanuje niezwykłą atmosferą nawet w pogodny, słoneczny dzień.




Główna atrakcja Whitby znajduje się tuż za kościołem. To ruiny średniowiecznego opactwa założonego w VII wieku. Tu odbył się synod przesądzający o zwierzchnictwie Rzymu nad kościołem w Wielkiej Brytanii.







Pierwotny klasztor został zburzony przez Duńczyków i odbudowany w XI wieku przez benedyktynów. Obecne ruiny pochodzą przede wszystkim z XIII wieku.




Wracamy do portu zachodząc wcześniej na Grape Lane. Jako uczeń mieszkał tu słynny podróżnik kapitan James Cook.







W porcie oczywiście wieje. Wiatr unosi wzburzone fale i wznieca tumany piachu na plaży.







Nieco wyżej, na przeciwległym wzgórzu, znajduje się ławka Brama Stokera. To ponoć widok stąd zainspirował go do napisania „Draculi”.




Wracamy znów obok portu rybackiego. To stąd wypływały statki wielorybników, kiedy w XVII wieku nastąpił rozkwit tej profesji.




Kolejną miejscowością na naszej nadmorskiej trasie jest Robin Hood’s Bay, wioska z czerwonymi dachami i wąskimi uliczkami.







Według legendy trzymał tu w ukryciu swoją łódkę sam bohater z Sherwood, Robin Hood, by w razie niebezpieczeństwa użyć jej w czasie ucieczki.




Samo miasteczko zostało jednak zbudowane dla przemytników. Prawie każdy dom miał jakiś tajny schowek na szmuglowane towary, często wydrążony w samej skale. Kobiety ukrywały napełnione alkoholem pęcherze pod halkami lub pod kupą gnoju w oborach. Funkcjonariusze znali jednak te sposoby i dźgali widłami wszędzie tam, gdzie podejrzewali ukryty ładunek.







Chcąc obejrzeć dokładnie tę ukrytą w malowniczym wąwozie wioskę, wychodzimy wyżej ścieżką, którą prowadzi szlak Cleveland Way. Biegnie on przez wrzosowiska i nadmorskie krajobrazy North York Moors.




Trzecią odwiedzoną przez nas miejscowością jest Staithes. Krótki zimowy dzień dobiega już końca, a słońce kładzie pomarańczowe plamy na fasady domów przy głównej uliczce.




Wioska otoczona jest wysokimi klifami i zdaje się być wciśnięta w wąską przestrzeń wydartą morzu.







Rzeka wpływająca do morza dzieli Staithes na dwie części. Łódki, osiadłe jeszcze przed momentem na mieliźnie, powoli zaczynają się kołysać, gdy woda wraca w czasie przypływu.







Wdrapujemy się na strome zbocze, by spojrzeć z góry na pomarańczowe o tej porze ściany klifów i kolorowe domki przypominające budynki z kolejowej makiety.




Znaleźliśmy się tu na czas. Już wkrótce słońce zachodzi i wieś pogrąża się w mroku zimowego wieczoru.







Różowe refleksy znaczą jeszcze niebo, gdy idziemy zobaczyć kolejne miejsce związane z kapitanem Cookiem. Mieszał on w jednym z domów w czasie, gdy był pomocnikiem w tutejszym sklepie spożywczym. Legenda mówi, że uciekł z miasteczka do Whitby, gdy ukradł szylinga właścicielowi.







Noc zapada szybko. Wracamy już przez uśpione uliczki do samochodu. Krótki zimowy dzień wykorzystaliśmy do końca.