Świat na żółto
Okolice Helmsley
18 IV 2015

→ Zobacz trasę na pełnym ekranie



Co roku koło lutego, marca wypatruję z niecierpliwością pierwszych oznak wiosny. Człowiek jest już zmęczony zimową aurą i chciałby wreszcie zaznać trochę zieleni. W Anglii zimy nie są zbyt dokuczliwe temperaturowo, męczą jednak dość częste, zimne i porywiste wiatry. Gdy więc w większej ilości zaczynają pojawiać się tu żonkile, dla wszystkich jest to znak rychłej wiosny.




Żonkile w Anglii są wszędzie. Nie tylko w przydomowych ogródkach i na skwerach. Rosną sobie bujnie na poboczach dróg, a nawet w zagajnikach. Właśnie tydzień wcześniej wybraliśmy się do słynnej doliny Farndale, by zobaczyć kwitnące tu w olbrzymich ilościach dzikie żonkile. Jadąc w te strony minęliśmy malownicze miasteczko z czerwonymi dachami i ruinami zamku. Zza okien samochodu wyglądało na tyle interesująco, że planując rowerową trasę na kolejny tydzień postanowiliśmy poszukać jakiejś ciekawej pętli wokół niego.










W słoneczny kwietniowy poranek parkujemy więc w Helmsley i już z rowerami ruszamy na krótki spacer po miasteczku. Zatrzymujemy się na rynku, przy kościele i w wyjątkowo malowniczym zaułku Borough Beck. Brzegi niewielkiej rzeczki są tu, oczywiście, porośnięte żonkilami.







Stąd niedaleko już do ruin średniowiecznego zamku. Pierwotnie drewniana warownia stanęła tu już w XII wieku. Bardzo szybko przekształcono ją w kamienną budowlę. Zamek przechodził z rąk do rąk, a w czasie wojny domowej w XVII wieku został częściowo zniszczony. Opuszczony przez ostatnich właścicieli zaczął popadać w ruinę.







Podjeżdżamy jeszcze pod otoczony murami ogród. Zwiedzanie przeróżnych takich miejsc jest bardzo popularne w Anglii. My zaglądamy tylko na dziedziniec i do ciekawej kafejki ulokowanej w szklarni.







Przy wyjeździe z miasta lokalizujemy kolejny żonkilowy zakątek.




Żółty kolor zdecydowanie będzie dziś dominował.




Wyjeżdżamy wreszcie na moment z Helmsley. Stromy podjazd prowadzi nas w stronę starego cysterskiego opactwa. By do niego dotrzeć, musimy jednak zjechać równie stromo do doliny rzeki Rye. Tam wznoszą się ruiny Rievaulx Abbey założonego w 1132 roku.




Nad opactwem znajduje się pokryty trawą taras z dwiema osiemnastowiecznymi świątyniami w stylu doryckim i jońskim.




Wracając do Helmsley musimy znów pokonać całą wytraconą wcześniej wysokość. Jest stromo, jak to w Anglii. Na szczęście główną drogą już szybko wracamy do miasteczka i zaczynamy naszą właściwą pętlę.
Szybko zjeżdżamy z głównej drogi, by dalej poruszać się lokalnymi szosami. Jedzie się przyjemnie, a po drodze coś niecoś można zobaczyć.
W Harome znajduje się znana restauracja, której początki sięgają ponoć XIV wieku.




W kolejnej miejscowości wznosi się posiadłość Nunnington Hall z czasowymi wystawami sztuki. Obok znajduje się ogród.




Chętnie poleżelibyśmy w wiosennym słońcu na leżaku, wzywa nas jednak szlak i czas ruszać dalej, w stronę Howardian Hills.







Tu znów natykamy się na całe połacie żółci. Tym razem w postaci kwitnącego rzepaku.










Rzepak zaczyna dopiero się rozwijać, ale już i tak robi wrażenie. Od razu przypominają mi się kwitnące pola tej rośliny z Polski i Słowacji.







Przy rzepaku marudzimy dłuższą chwilę, by się nafotografować do woli.







Potem falistą, pełną małych wzniesień drogą, docieramy pod zamek Howard.




Nie jest to właściwie zamek, a rezydencja potomków Howardów, którzy posiadają ją od ponad 300 lat. Kręcono tu telewizyjną wersję powieści „Znowu w Brideshead”.







W otoczeniu zamku znajdują się różne budowle, wieże, obeliski i bramy oraz mauzoleum.










Dalsza część trasy wiedzie mało uczęszczanymi drogami wśród lasów i wzgórz Howardian Hills.










Mijamy lawendowe ogrody, do których planujemy się wybrać w czasie kwitnienia tej rośliny.







W końcu docieramy do Ampleforth College – szkoły zajmującej znaczny obszar, na którym znajduje się nawet stare opactwo.







Dalsza część trasy daje nam nieźle w kość – trzeba pokonać sporą górę przed zjazdem w stronę Helmsley. Niestety, zaczyna się też psuć pogoda. Plamy światła ustępują miejsca cieniowi.




Czas więc na krótki odpoczynek przy małym kościele. Żółte kleksy wiosennych krzewów są i tu.










Stąd już niedaleko do głównej drogi, która zaprowadzi nas do początku naszej trasy.




W Helmsley zjeżdżam jeszcze w stronę Duncombe Park, by zobaczyć ruiny zamku z innej perspektywy.







Samego parku nie mamy już czasu odwiedzić. Jesteśmy jednak zadowoleni z dzisiejszej, bardzo wiosennej i urozmaiconej widokowo trasy. Całkowity dystans wyniósł 63,5 km.