Brimham Rocks i Nidderdale
czyli Góry Stołowe w pigułce
22 III 2015

→ Zobacz trasę na pełnym ekranie



→ Zobacz trasę na pełnym ekranie



Pierwsza wiosenna wycieczka w tym roku prowadzi nas do Nidderdale – jednej z dolin w Yorkshire Dales. Jedziemy sprawdzić, czy wiosna rzeczywiście już przyszła, bo ostatnie szare miesiące były ciężkie do zniesienia.
Naszą pętlę zaczynamy przy Brimham Rocks, formacjach skalnych przypominających Góry Stołowe w pigułce.













Pełno tu skalnych grzybów, kamiennych zwierząt i fantazyjnie ukształtowanych skał rozsianych na niewielkim obszarze wśród wrzosów i traw.







Jako że znajdujemy się dość wysoko, ze skał roztaczają się rozległe widoki na zieloną okolicę.







Jedna ze skał wyraźnie przypomina mi jakiegoś pełzającego gada z płaską głową i uzbrojoną w pazury łapą.




Szkoda, że to dopiero początek wiosny i drzewa nie mają jeszcze liści, bo całość w zieleni wyglądałaby na pewno o wiele lepiej. Planujemy, że wrócimy tu o bardziej liściastej porze roku i wracamy do samochodu przygotować rowery do trasy.







Do wyboru mamy stąd dwie pętle. Decydujemy się na dłuższą, choć nie jest już najwcześniej i perspektywa, że noc zastanie nas w trasie, jest całkiem realna. W końcu to początek wiosny i dni nie są jeszcze za długie.
Ruszamy w stronę Pateley Bridge, jedynej większej miejscowości w dolinie rzeki Nidd. I od razu czujemy, że wiosna jest tuż tuż! I to nie wcale w postaci zielonych liści i łodyg, a młodych owieczek, których pełno jest na łąkach. Stoją jeszcze nieporadnie na niepewnych nóżkach, trzymają się blisko matek i beczą cienkimi głosikami.




W stadzie trafia się też oczywiście czarna owca. Ma tak ciemne futerko, że nie widać jej spod niego nawet oczu.




Owce zatrzymują mnie dość długo. I gdy już ruszamy dalej, zatrzymują mnie kwiaty. Oj, widać spragniona jestem wiosennej normalności!










Całe kobierce kolorowych kwiatów znajdujemy w Pateley Bridge. Coś w tym jest, że przebiśniegi, krokusy i tulipany zauważa się bardziej niż późniejsze rośliny. Tamte w końcu powszednieją w powodzi innych, te pierwsze widzi się bardziej intensywnie.







Za Pateley Bridge zaczyna się stromy podjazd. W sumie moglibyśmy jechać dnem doliny, ale wyjazd na górę pozwoli nam zobaczyć panoramę Nidderdale.




Miasteczko w dole prezentuje się nijako – jak większość takich miejscowości w Anglii. Ciemny kamień i przybrudzona cegła dominuje w zabudowie, co zdecydowanie nam się nie podoba.




Im wyżej, tym bardziej pusto. Są tylko, jak zwykle, owce, które przypatrują nam się wielce zdziwione.










Stąd zjeżdżamy już do doliny, w stronę zalewu Gouthwaite.







A na wodzie – pełno łabędzi! Jak się później dowiadujemy od starszego Anglika, który je obserwuje, ptaki są tu tylko dzisiaj. Odpoczywają w drodze na Islandię.







Spokojną i przyjemną trasą jedziemy sobie aż do Lofthouse.




Stąd znów czeka nas podjazd na wrzosowiska. Rowerzyści zjeżdżający z góry życzą nam powodzenia, więc już wiemy, co się święci.







Na górze nie ma nic, tylko brązowawe połacie wrzosowisk i zarysy niewyraźnych wzgórz na horyzoncie. Znacznie ciekawiej jest w kierunku naszego zjazdu.




No to mkniemy! Po to się człowiek męczy pod górę, by potem sunąć w dół i czuć wiatr we włosach.










W końcu jesteśmy w kolejnej dolinie. Zmienia się krajobraz, a puste przestrzenie ustępują polom i łąkom.





Po niedługim czasie docieramy do Masham. W mieście znajdują się dwa browary, w których można popróbować lokalnych trunków, niestety jest już za późno na degustację.







Ruszamy dalej, a pomarańczowe światło odchodzącego dnia zwiastuje nam rychły wieczór.




Już o zmroku docieramy do parku jeleni w pobliżu Fountains Abbey i Studley Royal. Opactwo i ogrody zwiedzaliśmy już jesienią (świetne miejsce!), a w parku rogaczy byliśmy wtedy, jak teraz, już późnym wieczorem, więc ponownie obserwacje zwierzyny prowadzimy po zachodzie słońca.







A zachód wyjątkowo ładnie wylał się na niebo, więc ostatni odcinek trasy, póki nie zmorze nas noc, pokonujemy wśród żółci, pomarańczy i różów.










Do samochodu dojeżdżamy już w ciemnościach po prawie 70 kilometrach trasy i 1400 metrach przewyższenia. Wiosenny sezon rozpoczęty!