Szkocja - Góry i zamki
Dzień 1 - W drodze
28 VIII 2015



Po wielkanocnej Szkocji, gdy w tej krainie spędziliśmy nasz pierwszy raz, wiedzieliśmy, że powrót jest tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że czekał na nas sam Ben Nevis. Wspinaczka na niego miała być ukoronowaniem naszego robionego na raty Three Peaks Challenge.
Wyjazd rozpoczyna się, jak zwykle, od dylematów. Pogoda znów nie zachęca, a że tym razem bardzo zależy nam na górskiej wycieczce na Nevisa, rozważamy nawet alternatywną propozycję, czyli rowerowanie po Coast to Coast. Od porzucenia myśli o Szkocji ratuje nas jednak długi weekend. Na szlaku od morza do morza wszystkie kempingi są zajęte, więc znów z myślą, że będzie, jak ma być, ruszamy w piątkowe popołudnie na północ. Dziś czeka nas tylko dojazd, dlatego korzystamy ze skróconego pracującego piątkowego dnia, by jak najszybciej znaleźć się w krainie Rob Roya.
Początkowo pogoda budzi nasze nadzieje. Nad North Pennines słońce zdaje się wygrywać batalię z ciemnymi chmurami.




Próżne jednak nasze nadzieje. Im bliżej Szkocji, tym większa ogarnia nas pomroczność.




Jedziemy nad Loch Lomond odwiedzić nasze drzewko. W letniej odsłonie powinno prezentować się korzystniej, niestety, jakoś nie mamy szczęścia do tego miejsca. Drzewko jest, liście są, tylko słońca brakuje.




A nie, czasem pojawiają się jakieś nieśmiałe błyski i przeciwległe zbocze żółci się refleksem światła. Nie na to jednak liczyliśmy. Choć zawsze można powiedzieć, że dobrze, że nie leje.




Jezioro zdaje się zachęcać, by dać się wciągnąć w mroczną krainę chmur i ponurych szczytów, zanurkować w wąski przesmyk między jednym brzegiem a drugim, ale czas nieubłaganie przypomina o swym upływie. Trzeba poszukać noclegu.







Przedtem jeszcze krótki postój nad Loch Long, w Arrochar. Wieczornie, ponuro, z kroplami kapiącymi na głowę. Witaj Szkocjo!




Droga wśród szczytów Alp Arrochar jest jednak nad wyraz przyjemna. Szkoda, że pochmurna pogoda nie pozwala docenić tego zakątka w pełni. Na pocieszenie trafia nam się miła miejscówka na nocleg, z widokiem na głęboką dolinę Glen Croe u naszych stóp i szczytami The Cobbler zamykającymi horyzont.




I tylko gdy po wieczornych przygotowaniach naszego domu na kółkach siadamy wreszcie w przytulnym wnętrzu, o dach coraz rytmiczniej zaczynają bić krople. Kap, kap, kap zamienia się wkrótce w regularny deszcz. Patrzymy na siebie ze znaczącymi półuśmiechami i nikt nie chce wyrazić na głos obaw o kolejne dni naszej szkockiej przygody.




Copyright Wioletta i Robert Maroszek. Kontakt: dwagroszki@dwagroszki.pl
Kopiowanie i rozpowszechnianie fotografii oraz wykorzystywanie zamieszczonych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody jest zabronione.