Szkocja w kratkę, czyli Wielkanoc na północy.
Highlands i wyspa Skye

3 - 6 IV 2015


Dzień 3


Poranek. Otwieram oko, jedno, drugie i od razu patrzę przez okno. Bingo! Niedziela Wielkanocna wita nas słońcem. Podjeżdżamy jeszcze trochę w stronę Uig i wreszcie znajdujemy idealne miejsce na śniadanie wielkanocne.




W dole rozciąga się osada Uig. Tonie w porannym słońcu, choć gdzieniegdzie unoszą się jeszcze mgły.







W tych pięknych okolicznościach przyrody siadamy do śniadania. Nasz zając też jest zaproszony i chwilowo opuszcza swój posterunek przy oknie.




Do Uig w czasie tego wyjazdu nie dojedziemy. Dziś jeszcze zobaczymy go z drugiej strony, a na razie wracamy w stronę stolicy wyspy – Portree. Chwilę zajmuje nam znalezienie w bocznej uliczce niepozornego kościoła katolickiego. To jedna z dwóch takich świątyń na Skye, więc atmosfera w czasie mszy wielkanocnej jest bardzo kameralna.
A potem czas na niedzielne lenistwo i świąteczną rozrywkę, czyli spacer z rożkiem pełnym miejscowych lodów do portu. Wreszcie pogoda zmusza nas do zrzucenia z siebie nadmiernej ilości ciuchów, humory więc dopisują. Tym bardziej, że i Cuillinsy pokazują nam w końcu swoje oblicze. A wyjątkowo ładne to oblicze, z początku przypudrowane jeszcze mgłą, w końcu odsłaniające się nam w całej swej urodzie.




Portree miało być tylko krótkim przystankiem w drodze, ale okazuje się przyjemną miejscowością, zupełnie niepasującą do wyobrażeń o największym mieście wyspy, dlatego zabawiamy tu trochę. A potem ruszamy na północ, w głąb półwyspu Trotternish.




Zając wraca na swoje miejsce, choć już nie tak żwawy, bo nieco roztopiony od wysokich temperatur.




Czas wreszcie ruszyć w góry, choć tym razem będzie to tylko krótkie, ale widokowe wyjście na Old Man of Storr. Nasz cel widzimy dokładnie kilka kilometrów za Portree.







Old Man of Storr to duża stojąca skała w grzbiecie Trotternish. Iglica ma 50 metrów wysokości i jest doskonale widoczna w promieniu wielu kilometrów.




Ruszamy ścieżką z parkingu na drodze między Portree a Staffin. Im wyżej, tym widoki ładniejsze. Z boku przypatrują się nam Cuillinsy. Na wprost z morza wyłaniają się wyspy z Raasay, największą z nich, na czele. Z tyłu piętrzą się szczyty górskie Applecross leżące już na głównym lądzie.



















A na północy, na płaskiej równinie, rozciąga się wioska Staffin.




To właśnie w tę stronę ruszamy po zejściu ze szlaku. Po drodze jest kilka wartych wzmianki miejsc.
Wzdłuż wodospadu Lealt Falls prowadzi ścieżka na klify omywane przez Loch Cuithir. W dole, na plaży, znajdują się pozostałości kopalni pozyskującej diatomity.




Kolejny, bardziej znany Mealt Waterfall, spływa z klifu Kilt Rock z wysokości 60 metrów wprost do morza.




Potem jest już przyjemnie wyglądająca wioska Staffin.




To w niej skręcamy w boczną wąską drogę prowadzącą przez Quiraing do Uig.




Quiraing to najbardziej na północ wysunięta część grzbietu Trotternich będąca częścią nadal aktywnego osuwiska. To z tego względu prowadząca w pobliżu droga musi być co roku odnawiana.




Niektóre z formacji skalnych Quiraing zyskały swoje nazwy. Jest tu więc Iglica, Stół i Więzienie.




Oj, chciałoby się wybrać tutaj na szlak, pobuszować wśród skał i poznać z bliska Góry Kaledońskie, ale tym razem musimy zadowolić się tylko krótkim spacerem.
Potem zjeżdżamy w stronę Uig. Tym razem jesteśmy po drugiej stronie miejscowości, która była tłem naszego wielkanocnego śniadania. To przy drodze w pobliżu klifów widocznych na dalszym planie mieliśmy dziś poranny postój. Do samej miejscowości nie jedziemy, obserwujemy ją tylko z góry.




Tuż przed nią odbijamy znów na północ, by dojechać do Staffin drogą wzdłuż wybrzeża. Po wariancie górskim czas na wariant morski.




W Kilmuir oglądamy tradycyjne chaty wyspiarzy zgromadzone w Skye Museum of Island Life. Niewielki skansen jest już zamknięty i nie możemy wejść do środka, obserwacja „zza płota” w zupełności nam jednak wystarczy.




Nieopodal znajduje się mały cmentarz ze starymi nagrobkami. Pochowana jest tu dzielna Flora MacDonald, która pomogła w ucieczce wspomnianemu już księciu Charlesowi, zwanemu Bonnie Prince Charlie, gdy ten po klęsce szkockiego powstania musiał uchodzić z Hebrydów Zewnętrznych. Śliczny Książę Karolek, przebrany za służącą Flory, uciekł z nią i przeprawił się na Skye w 6-metrowej łodzi. Historia tego pościgu przetrwała w ludowej szkockiej legendzie i śpiewanej do dziś kołysance "Skye Boat Song".




Jedziemy dalej wzdłuż wybrzeża coraz bardziej na północ. Z jednej strony ograniczają nas morskie wody, z drugiej malownicze klify.




W Duntulum zatrzymujemy się przy ruinach zamku. W XVII wieku był on siedzibą klanu MacDonaldów ze Sleat. Miejscowa legenda mówi, że został opuszczony po tym, jak synek jednego z wodzów klanu w obecności swojej niańki wypadł z okna i roztrzaskał się o leżące poniżej skały. Za karę opiekunkę pozostawiono w dryfującej łodzi na Północnym Atlantyku.




Mijając Quiraing od północy docieramy znów do Staffin.







A stamtąd, znaną już sobie drogą, wracamy na południe, w stronę Portree. W sam raz na to, by podziwiać zachód słońca nad Skye.







Główną rolę w świetlnym przedstawieniu odgrywają oczywiście Cuillinsy. Z tej perspektywy świetnie widać różnicę między łagodnymi grzbietami Red Cuillin a ostrymi graniami Black Cuillin.







Gdy w tyle zostaje Old Man of Storr, wiemy, że już niedaleko do stolicy.




Mamy głęboki zamiar, by minąć Portree i jechać, póki jest jasno, na południe, ale się nie da. Mimo że byliśmy tu już dzisiaj, musimy zatrzymać się znowu. A powodem jest ten sam port, który oglądaliśmy w dzień w czasie leniwego spaceru z lodami.




Powód mówi chyba sam za siebie.










Droga do mostu w Sligachan też nie pozwala na rozwinięcie prędkości.










A niedługo po słońcu pozostają już tylko barwne plamy na niebie.







Ryzykując przejechanie wtarabaniam się na środek drogi. Co tam, Cuillinsy są tego warte!




A w Sligachan wreszcie widzimy to, co było schowane za chmurami poprzedniego dnia: stożkowate góry i strome granie.










Już o zmierzchu ruszamy na południe, jak najbliżej naszego jutrzejszego celu – wioski Elgol. Wreszcie znajdujemy dogodne miejsce za Torrin na nasz ostatni nocleg.