Okolice Hawes
8 - 9 VIII 2015
Dzień 2

→ Zobacz trasę na pełnym ekranie


Dzień drugi
Wodospad Robina i zielone pastwiska


Kolejny dzień nie rozpieszcza nas już pogodowo. Nad dolinami zaległy chmury, z których od czasu do czasu pokapuje. Zjeżdżamy do Hawes, a potem skręcamy na Hardraw, gdzie znajduje się kolejny wodospad związany z filmem „Robin Hood: Książę złodziei”.




Hardraw Force spada w dół pojedynczą kaskadą, która liczy sobie 30 metrów. Jest to najwyższy tego typu wodospad w Anglii.







Z uwagi na swą spadającą z wysoka strugę świetnie nadaje się na prysznic. Jego walory docenił sam Robin Hood, który w wydaniu Kevina Costnera urządził sobie tu kąpiel. Nie był sam – w trakcie toalety podpatrywała go z ukrycia Marion. Widocznie widok gołej pupy ukochanego bardzo ją zainspirował.




Przy wejściu na teren, gdzie znajduje się wodospad (to prywatna posesja, więc za wstęp trzeba zapłacić), znajduje się ciekawa stacja meteorologiczna. Za naszego pobytu, mimo chmur kłębiących się na horyzoncie, kamień był suchy.







Deszcz dopada nas jednak na przełęczy, która oddziela Wensleydale od północnej Swaledale. Woda z nieba uniemożliwia nam nieco oglądanie widoków, więc jest to świetny pretekst, aby przeczekać nieprzychylną aurę i wypić kawę.







Wreszcie parkujemy w Muker. Nawet na moment się przejaśnia.




Mijane po drodze wioski są dość urokliwe, zatrzymujemy się więc często na zdjęcia. Na pierwszy ogień idzie Thwaite. Zza zasłony fioletowych ostów podziwiamy świat.




Potem jest typowo – zielone pastwiska, rozrzucone wśród nich stodoły i farmy oraz maleńkie wioski z kamiennymi domami.










Za jedną z nich, Keld, skręcamy w stronę Stonesdale. Krajobraz staje się coraz bardziej bezludny.




Droga stopniowo wznosi się, aż w końcu osiąga Tan Hill. To tu, wśród pustki i dojrzewających wrzosów, ulokował się jeden z zajazdów. Mijamy go i znajdujemy na łonie natury bardziej zaciszne miejsce na nasz lunch.




Po podjeździe musi być zjazd, więc mkniemy w dół, do kolejnej, najbardziej na północ wysuniętej doliny Yorkshire Dales.




Wreszcie docieramy do pierwszej wioski w Arkengarthdale. Choć to mniej znana dolina, zdecydowanie warta jest odwiedzenia.







Kolejne wioski uciekają nam spod kół. Promienie słońca czasem oświetlają świat, więc korzystamy z nich skwapliwie.







Za Reeth rozpoczynamy powrót. Trasa to wznosi się, to opada, falujemy więc razem z nią pokonując kolejne wzniesienia, zjeżdżając za moment w dół i znów pnąc się w górę. Pogoda pod wieczór też zaczyna kaprysić.










Wreszcie docieramy do Muker. Ludzi już prawie nie ma. Zaczyna się spokojny, cichy angielski wieczór na prowincji. Jutro poniedziałek, praca i nowy tydzień. Czas wracać.





Dzień 1
Dwie przełęcze i strachy na wróble



→ Kliknij tutaj