Okolice Hawes
8 - 9 VIII 2015
Dzień 1

→ Zobacz trasę na pełnym ekranie


Dzień pierwszy
Dwie przełęcze i strachy na wróble


O ile okolice Malham i dolin, nad którymi wznoszą się szczyty wchodzące w skład Three Peaks były nam znane, o tyle północ Yorkshire Dales do tej pory omijaliśmy ze względu na dość sporą odległość. Gdy więc w sierpniowy weekend trafiły się dwa pogodne dni, postanowiliśmy je wykorzystać na rowerowe poznawanie okolic Hawes.
Parkujemy na przełęczy między wzgórzami Dodd Fell i Wether Fell. Za nami została Wharfedale, przed nami otwiera się Sleddale i Wensleydale, do których zaraz pokulamy się na rowerze. Początkowy długi zjazd oznacza, że na koniec dnia czeka nas mozolna wspinaczka do auta. Drogę już znamy, bo właśnie przejechaliśmy ją do góry samochodem.




To nie jedyny taki podjazd przed nami, gdyż jeszcze jeden pokonamy przed Kettlewell. Na razie jednak testuję hamulce na stromym zjeździe do wioski Gayle. Robert już pomknął w dół i niedługo staje się tylko pomarańczową plamką na szarzyźnie asfaltu.




Przed nami typowe widoki dla Yorkshire Dales – zielone łąki i pastwiska, kamienne murki i stodoły. Lato trwa w najlepsze.







Przed nami pierwsza miejscowość – Gayle. Przecina ją niewielki strumyk z kaskadami, nad którym stoi stary młyn.




Ciasne uliczki wioski stromo załamują się przy ścianach budynków. Trudno jeździ się tu samochodem, gdyż trzeba manewrować na wąskich drogach i zastanawiać się, czy czasem zza rogu nie wyskoczy kolejne auto.




Dojeżdżamy do gwarnego Hawes – głównej miejscowości w rejonie. W pubach i kawiarniach toczy się życie, na poboczach parkują motocykle amatorów wiatru we włosach, a my mamy okazję, by uzupełnić nasze zapasy żywnościowe przed dalszą jazdą. Trasa poprowadzi nas wzdłuż rzeki Ure, która pozostanie w dole, podczas gdy my pomkniemy na wschód drogą wśród zielonych wzgórz.







W Aysgarth porzucamy na moment naszą trasę, by zjechać do słynnych wodospadów na rzece Ure. Pogoda dopisuje, więc orzeźwiająca przechadzka do malowniczych kaskad jest świetnym urozmaiceniem dnia. Cała spacerowa pętla prowadzi do trzech wodospadów: Aysgarth Lower, Middle i Upper Force. Do tego najniżej docieramy na początku.







Środkowy wodospad nie jest niestety dostępny. Oglądamy go ze specjalnie udostępnionego miejsca.




Najwyższy natomiast jest popularnym miejscem piknikowym, gdyż znajduje się najbliżej parkingu. Dwa ostatnie wodospady „zagrały” w filmie „Robin Hood: Książę złodziei” z Kevinem Costnerem. Wystąpił w nim jeszcze jeden, ale ten mamy w planach zobaczyć jutro.




Wracamy do naszej drogi i niedługo docieramy w pobliże twierdzy Bolton. Zamek powstał pod koniec XIV wieku, a później przez pewien czas mieszkała w nim Maria Stuart, królowa Szkotów.




Za Bolton i Wensley nasza trasa skręca na południe. Po przejechaniu kilku wiosek czeka nas pierwszy solidny podjazd tego dnia.




Początkowe pastwiska i farmy znikają. Robi się coraz bardziej pusto.










Na przełęczy czas na odpoczynek. Coś tam przejadamy i zjeżdżamy w dół. Dwadzieścia, czasem dwadzieścia pięć procent nachylenia przed nami. Do tego strome zakręty i drobne kamyczki na drodze. Nie da się rozwinąć prędkości.







Przed nami chyba najładniejszy odcinek dzisiejszego dnia – zielona dolina z wijącą się wzdłuż drogi niewielką rzeczką.













Wreszcie przed nami szarzeją kamienne domy Kettlewell. To tu kręcono część zdjęć do znanego filmu „Dziewczyny z kalendarza”.













Co roku w sierpniu w wiosce odbywa się festiwal strachów na wróble – Scarecrow Festival. Wtedy przed niemal każdym domem umieszcza się kukły przedstawiające postaci z bajek i filmów, osoby ze świata polityki czy sportu oraz całe scenki ilustrujące różne sytuacje. W tym roku spotykamy duchy, zwierzęta, przedstawicieli przeróżnych profesji, postaci bajkowe, a nawet rodzinę królewską.













Często obok kukieł umieszczone są śmieszne komentarze czy wierszyki. Tu powiedzenie „Elvis wiecznie żywy” nabiera innego znaczenia.




Jakiś mieszkaniec zapił się i leży wśród krzaków.




Inny za bardzo przejął się swoją pracą.




Nawet książę William z całą rodzinką wpadł z krótką wizytą.




Nie mogło zabraknąć też królowej Elżbiety, która popiera występujące akurat w kościele panie z lokalnego ruchu. W ławkach siedzą – a jakże! – kukły.







Za to na cmentarnej ławce w pobliżu świątyni rozłożył się kościotrup. Jakoś nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji w polskim kościele. Kukły w świątyni i jeszcze na cmentarzu?










Czas jednak ruszyć w dalszą drogę. Dzień powoli się kończy, a przed nami drugi podjazd, który wyprowadzi nas na naszą przełęcz.




Nad rzeką Wharfe rozbili się już na nocleg inni. Są porzucone na noc motory i samochody, odpoczywający ludzie, namioty, ogniska, piwko. A ponoć w Anglii nie można rozbijać się na dziko… Pozdrawiamy się nawzajem i myślimy, jak miło byłoby się tu zatrzymać. Nasz samochodowy hotel jest jednak gdzie indziej i jeszcze trochę wspinaczki do niego mamy.










Mijamy coraz bardziej uśpione wioski i wreszcie droga zaczyna wyprowadzać nas stromo na przełęcz. Gdzieś z lewej pozdrawia nas charakterystyczna sylwetka Ingleborough, a już na finiszu spłoszone owce uciekają z drogi na trawę. Dojechaliśmy przed zmrokiem.












Dzień 2
Wodospad Robina i zielone pastwiska



→ Kliknij tutaj