ŁYSICA (612 m n.p.m.)
Góry Świętokrzyskie

N 50° 53.475'    E 020° 53.783'




Relacja - 22-23 X 2011


       To będzie opowieść o elfach i mglistych widokach na widoki, bo tak można podsumować nasze dwa dni w Górach świętokrzyskich.
       Wyruszyliśmy do Kielc w sobotę, w godzinach popołudniowych, by przed szesnastą zameldować się w Jaskini Raj. Miejsce jest niezwykle popularne i konieczna jest wcześniejsza rezerwacja, by móc ją zwiedzić. Akurat wchodzimy w grupie z dzieciakami z jakiejś wycieczki, dlatego przewodniczka, oprócz opisu poszczególnych stalaktytowych rzeźb i nacieków, informuje wszystkich o elfach, które w jaskini przebywają. Konspiracyjnym tonem wskazuje nawet otwór, przez który wlatują do środka. Pani nadąża zresztą za duchem czasu, gdy wskazując jeden z nacieków porównuje go do miotły Harry’ego Pottera. Oczywiście dzieciaki są przeszczęśliwe.
       Dziś poza jaskinią zatrzymujemy się na Karczówce, wzgórzu z zespołem klasztornym i w rezerwacie przyrody Kadzielnia. Potem szybki wyskok na rynek, by zobaczyć co w Kielcach nowego, a następnie Święta Katarzyna, gdzie meldujemy się w prywatnym schronisku młodzieżowym na nocleg. Miejsce czasy świetności ma już zdecydowanie za sobą, a o tej porze roku poza babcią, która mieszka na niższym piętrze, jesteśmy jedynymi ludźmi w budynku.
       Rano udaje nam się całkiem zgrabnie, choć z przesiadką w Górnie, dojechać do Nowej Słupi. Obie główne miejscowości turystyczne Gór Świętokrzyskich są słabo skomunikowane, jednak tym razem wszystkie busy jadą jak należy. Z miejscowości podchodzimy pod Muzeum Starożytnego Hutnictwa, a czas do otwarcia spędzamy w towarzystwie rozgadanej i śmiejącej się z własnych dowcipów kierowniczki schroniska oraz przewodnika czekającego na grupę. Samemu muzeum, a konkretniej niewielkiemu pawilonowi wystawowemu, przydałaby się modernizacja, bo od wielu lat pewnie nic się tu nie zmieniło. Dzięki wystawie dowiadujemy się jednak, co w dymarkach piszczy (albo raczej dymi się) i na czym starożytne hutnictwo polegało. Potem przychodzi nam tylko ruszyć śladem św. Emeryka, którego miejscowi nazywają Emerytem, a nawet Amerykiem (na ostatnich Dymarkach w taki sposób "zabłysnął" jeden z tutejszych mieszkańców). Kamiennego pielgrzyma wyprzedzić nie jest trudno, używamy zresztą do wdrapania się na szczyt nie kolan, a stóp, więc szybko wychodzimy na polanę pod klasztorem. Samych zabudowań niestety nie widać, bo wszystko spowija mgła. Ta towarzyszyć nam będzie zresztą do końca, uniemożliwiając dojrzenie czegokolwiek z punktu widokowego na Łysej Górze, budując jednak niesamowity nastrój. Wędrując przez gołoborza, leśne ścieżki i kolejne wioski mijamy zabytkową chałupę w Kakoninie, a potem zanurzamy się wreszcie w, dość szumnie nazwaną, Puszczę Jodłową i w godzinach popołudniowych stajemy na szczycie Łysicy. Potem zostaje już tylko zejście do Świętej Katarzyny obok źródełka św. Franciszka i powrót do domu po kolejnym udanym weekendzie.



Trasa:
   Nowa Słupia - Święty Krzyż (Łysiec)
   Święty Krzyż (Łysiec) - Huta Szklana - Kakonin - Przełęcz św. Mikołaja - Łysica - Święta Katarzyna


→ Zobacz trasę na pełnym ekranie



Sobotnim popołudniem wyruszamy z Krakowa. Po drodze zabieramy autostopowiczkę, która wybiera się na urodziny kolegi do Warszawy. Wysadzamy ją przed obwodnicą Kielc, więc ma jeszcze długą drogę przed sobą. My natomiast docieramy pod jaskinię Raj. W środku nie można robić zdjęć, dlatego fotografujemy miejsce z zewnątrz. Według jednej z wersji nazwa jaskini jest wynikiem zachwytu ucznia technikum, który po wejściu do niej wykrzyknął ''o raju!''. Ciekawe, co wykrzyknąłby dziś współczesny uczeń...




Kolejny punkt naszej wycieczki to wzgórze Karczówka. Na szczycie znajduje się zespół klasztorny, a samo wzniesienie jest niezłym punktem widokowym na Kielce.




Wzgórze Kadzielnia, miejsce po dawnym kamieniołomie, obecnie rezerwat przyrody.




Rynek w Kielcach




Mimo przebudowy i rozkopanych ulic, Kielce sprawiają miłe wrażenie. I wcale tak mocno tu nie wieje.




Na nocleg zatrzymujemy się w Świętej Katarzynie. Kolejnego dnia przejeżdżamy do Nowej Słupi, by drogą królewską ruszyć na Łysiec. Niebieski szlak przebiega obok Opatówki, przed którą znajdują się fundamenty kościoła św. Michała.




W Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego poznajemy zasady działania dymarek.




A po chwili wkraczamy w las.




Polana przed klasztorem na Świętym Krzyżu. Mgła jest taka, że nie widać budynku przed nami, a kapliczki drogi krzyżowej nikną gdzieś w białych oparach.




Rzeźby kolejnych stacji drogi krzyżowej są dość sugestywne.




Wejście do klasztoru. Nawet stąd nie widzimy głównego budynku.




Gołoborze na Łyścu.




Platforma widokowa na Łysej Górze. Powstała kilka lat temu, dlatego nie pamiętam jej z mojego pierwszego pobytu tutaj w zamierzchłych czasach podstawówkowych.




Poza gołoborzem z dzisiejszych widoków nici. Na szczęście dwa miesiące wcześniej, pod koniec lata, mogłam się przekonać, co stąd widać.




Z Łyśca schodzimy czerwonym szlakiem do Huty Szklanej.




Mimo braku słońca las ubrany w mgły wygląda fantastycznie.




Zielone przeplata się z brązem i czerwienią, czyli jesień w pełni.




Pierwszy odcinek szlaku czerwonego przyjdzie nam przejść asfaltem.




Potem będzie już tylko las, a na odcinku do Kakonina - jego obrzeża.




Jesteśmy w obrębie parku narodowego i trasę poprowadzono z pominięciem większości szczytów, dlatego dzisiejszy szlak jest dość spacerowy.







Mgła nadal trzyma się mocno.




Za to las nawet przy takie pogodzie jest uroczy.




Zabytkowa drewniana chata w Kakoninie. Dziś jest zamknięta, choć normalnie udostępniono ją do zwiedzania.




Przełęczy św. Mikołaja strzeże sam święty.







Czerwony Kapturek.




Docierając na przełęcz, doszliśmy do głównego grzbietu.




Przed nami ścieżka w nicość.




Mgła buduje niesamowity nastrój.




Dzięki temu nie patrzymy w dal, a w głąb i dostrzegamy wiele szczegółów, na które pewnie normalnie nie zwrócilibyśmy większej uwagi.




Na przykład gałązki.




Albo rosa, która buduje migotliwe pajęczyny.







Łysica - najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich.




Pamiątkowe zdjęcie na szczycie.




I jeszcze jedno.




Gołoborze na Łysicy.




Źródło św. Franciszka na szlaku w okolicach Świętej Katarzyny. To już koniec naszej dzisiejszej wędrówki.